Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ja to nazywam, niezdrowe: nie jest to dobry rodzaj książek. Rousseau’a cechuje pewna zmysłowość. Dzięki takiej, jak jego, sile umysłowej — wytwarza ona obrazy, wspaniale pociągające, lecz brak im poetyczności przyrodzonej. Niema tam białego światła słonecznego, lecz coś z opery, jakieś bielidło, jakaś sztuczność. Rzecz to zwykła, lub prędzej powszechna, wśród Francuzów mu współczesnych. Ma tego trochę i pani de Stael, i Saint Pierre — a nawet zstępując do literatury obecnej, do dziwnej, konwulsyjnej „literatury rozpaczy,“ znajdujemy tego obfitość wszędzie. Sam ten róż i bielidło nie są kolorami szczeremi. Spojrzyjcie na Szekspira, na Goethego, zresztą na Walter-Scotta! Kto raz to przeniknął, dojrzał różnicy pomiędzy prawdziwem i niby prawdziwem, i zdoła następnie dwie te rzeczy wszędzie odróżnić.
Badając Johnsona, mogliśmy zauważyć, jak wiele dobrego może uczynić dla świata prorok, pomimo wszelkie warunki nieprzychylne i dezorganizacyę. Co zaś do Rousseau’a, to powinniśmy tu zwrócić uwagę na to, jaki ogrom zła może wśród takiej dezorganizacyi towarzyszyć dobru. Widok Rousseau’a jest z punktu widzenia historycznego nader pouczający. Wygnano go na poddasza paryzkie, gdzie kazano mu pozostawać w towarzystwie własnych myśli ponurych i bied, przerzucano go z deszczu pod rynnę, nie szczędzono zadraśnięć, doprowadzono do rozpaczy, aż wreszcie szał ogarnął jego serce, aż wreszcie uczuł on głęboko, że ani świat, ani prawo jego nie było mu przyjacielem. Lepiejby się stało, jeśli tylko było to rzeczą w jakikolwiek sposób możliwą, gdyby człowieka tego nie popchnięto do wrogości otwartej względem świata.