Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


szcze. Trzeba, by to się zmieniło. Dopókąd to się nie zmieni, nic się ku lepszemu zmienić nie będzie mogło. Oto jedyna moja nadzieja co do świata, niezdobyta twierdza mej pociechy, gdy spoglądam na nędze świata: wszystko znajduje się na drodze do zmiany. Tu i owdzie zdołamy teraz rzeczywiście napotkać człowieka, który wie, jak ongi, że świat ten jest prawdą, a wcale nie pozorem i fałszem; że sam on jest żywy, nie zaś martwy lub sparaliżowany; że i świat jest żywy, oduchowiony przez Bóstwo, piękny i groźny, jak i na początku czasów! Jeśli tylko choć jeden człowiek wie o tem, to niebawem nieuchronnie musi się o tem dowiedzieć wielu ludzi, a nareszcie wszyscy. Fakt leży wyraźny przed każdym, który zdejmie okulary z oczu i spojrzy sumiennie, by poznać. Dla człowieka takiego przeminął już wiek niewiary, ze wszystkiemi swemi wytworami przeklętemi, a nowy już nastał. Stare i przeklęte wytwory tudzież dzieła, jakkolwiek trwałemi się zdają, są tylko widmami, gotowemi rozwiać się w mgnieniu oka. Człowiek taki, stojąc spokojnie na stronie, może powiedzieć temu lub owemu bożkowi, hałaśliwemu, o wielce wspaniałym wyglądzie bożkowi, w którego ślady, z okrzykami w cześć jego, świat się cały wali: „tyś nieprawdziwy; nie jesteś istnieniem, lecz pozorem jedynie: mijaj!“ — Tak, próżny formulizm, brutalny bentamizm i inna nieszczerość niebohaterska oraz ateistyczna, wszystko to gwałtownie i widocznie chyli się ku upadkowi. Niewierzący z ośmnastego wieku jest wyjątkiem tylko, od czasu do czasu przypadkowo się zjawiającym. Prorokuję, że świat raz jeszcze szczerym się stanie, stanie się światem wierzącym, z wielu bohaterami,