Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wet co do rzeczy pospolitych w milczeniu krył swe zwątpienia i o nich nie paplał, dopókąd się nie staną do pewnego stopnia twierdzeniami lub przeczeniami, — to o ileż więcej (należy tego żądać), skoro chodzi o rzeczy najwyższe, najzupełniej niemożliwe do wyrażenia w słowach! Jeśli człowiek nosi się ze swem zwątpieniem i zaczyna sobie wyobrażać, — że rozprawy i logika (co nie może znaczyć nic lepszego ponad sposób wypowiedzenia swojej myśli, wiary lub niewiary co do jakiejś rzeczy) stanowią tryumf i dzieło prawdziwe całego zasobu jego inteligencyi, — to, niestety! jest to jak gdyby drzewo przewrócono i zamiast gałęzi zielonych, liści i owoców pokazano nam brzydkie, zwrócone ku górze szpony korzeni: niema już tam wzrastania, sama tylko śmierć i nędza postępują zawsze!
Sceptycyzm bowiem, jak powiedziałem, nie ogranicza się umysłem tylko samym, lecz staje się też i moralnym; choroba to i suchoty chroniczne duszy całej. Człowiek żyje tem, że wierzy w cośkolwiek, nie zaś tem, że rozprawia i dowodzi co do wielu rzeczy. Smutny to dla niego wypadek, kiedy zdoła wszystko, w co potrafi uwierzyć, schować do kieszeni, lub zapomocą tego lub owego organu zjeść i strawić! Niżej już upaść nie można. Czasy, w których człowiek tak nizko upada, nazywamy najbardziej ponuremi, najbardziej choremi i najpodlejszemi ze wszystkich. Serce świata dotknął paraliż, choroba, — jakżeby więc który z członków mógł nietkniętym pozostać? We wszystkich wydziałach pracy świata działalność szczera ustaje, a występuje tylko zręczne udawanie. Zapłaty świata są rozchwytane, lecz dzieła jego nikt nie wy-