Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i tego, jak dalece prasa podąża ku zastąpieniu ambony, senatu, senatu akademickiego i wielu jeszcze innych rzeczy, — wszystko to dość już dawno przypuszczano, a w ostatnich czasach dość często uznawano z pewnym tryumfem lub zdziwieniem sentymentalnem. Zdaje mi się, że sentymentalizm będzie musiał niebawem ustąpić względom praktyczności. Jeśli wpływ publicystów jest tak nieobliczonym, jeśli istotnie dokonywują oni dla nas z pokolenia w pokolenie, a nawet z dnia na dzień — takiego dzieła, to możemy, jak przypuszczam, ztąd wywnioskować, iż nie będą się oni wiecznie tułali wśród nas jako zapoznani i nieprawidłowi Izmaelici! Wszystko, jak powiedziałem, obdarzone niedostrzegalną mocą potencyalną, odrzuci swe pęta i powijaki i wystąpi z potęgą namacalną, wyraźną, powszechnie widzialną. Z tego, że człowiek pewien będzie nosił strój i pobierał pensyę za czynność, przez innego kogoś pełnioną, — żadnej nie może być korzyści: nie jest to dobrze, jest to źle. A tymczasem, niestety! zrobić, aby było dobrze — cóż to za praca na długie czasy przyszłe! Nie ulega wątpliwości, że to, co zowiemy organizacyą korporacyi literackiej, nieprędko jeszcze nadejdzie, że drogę ku temu zawalają wszelkiego rodzaju trudności. Gdyby mię zapytano, jaka organizacya dla publicystów w społeczeństwie nowożytnem byłaby możliwie najlepszą, co byłoby urządzeniem postępowem i regulacyjnem, opartem jaknajściślej na faktach rzeczywistych ich położenia i położenia świata, — prosiłbym o pozwolenie przyznania się, iż to zadanie o wiele przewyższa siły moje! Siły nie jednego człowieka, lecz wielu