Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


łym Bóstwu. Ci zaś biedni Sabejczycy właśnie to samo robili, tylko na swój sposób. Jakkolwiek jednak robili to oni, trzeba policzyć na karb ich zasługi: zawsze było to czemś więcej, niż to, co mógł zrobić człowiek zupełnie głupi, lub koń, albo wielbłąd, — to jest nic!
Teraz jednak, kiedyśmy się zgodzili na to, iż wszelka rzecz, na jaką wzrok nasz upadnie, jest emblematem Boga Najwyższego, muszę dodać, że, więcej, niż cokolwiek, człowiek stanowi taki emblemat. Zapewne znacie sławne powiedzenie św. Chryzostoma o Shekinah, czyli o arce przymierza, jako o widomem objawieniu się Boga wśród Żydów: „Prawdziwem Shekinah jest człowiek!“ Tak — to prawda najściślejsza; to nie żaden frazes pusty: tak rzeczy mają się rzeczywiście. Treść naszej istoty, ta tajemnica w nas, co sama siebie nazywa: „ja“ (cóż za słowa niedołężne posiadamy dla wyrażenia takich istności!) — jest to tchnienie nieba: to Istota Najwyższa objawia się w człowieku. To ciało, te zmysły, to życie, jakiem żyjemy, — nie stanowiż to wszystko rodzaju odzienia dla tego czegoś, co nazwane być nie może? „Jedna tylko jest świątynia we wszechświecie — mówi pobożny Noralis: — jest nią ciało człowieka. Niema nad tę wysoką formę bytu nic świętszego. Składać hołd ludziom — znaczy to samo, co uczcić owo objawienie w ciele. Kładąc dłoń na ciało ludzkie — dotykamy nieba!“ Brzmi to pozornie jako zwyczajna tyrada retoryczna, ale tylko pozornie; w rzeczywistości dzieje się inaczej. Pomyślawszy bowiem dobrze, znajdziemy, że jest to prawdą naukową, najlepiej sformułowanym wyrazem istotnej prawdy rzeczy. My stanowimy cud nad cudami, wielką i niezbadaną tajemnicę bożą. Nie