Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wiek nietylko ma prawo, lecz obowiązek najświętszy — uczynić: odpowiedział fałszowi, który stawił mu pytanie: „czy wierzysz we mnie?“ — Nie! — Bez obliczania ceny, za jakąbądźkolwiek cenę należało tego dokonać. Nie wątpię ani na chwilę, że zjawia się w świecie, zjawi się niechybnie jakaś jedność, jakaś organizacya duchowa i materyalna, daleko wznioślejsza od wszelkiego papieztwa lub feudalizmu w ich dniach najbardziej prawdziwych. Ale będzie ona mogła czy to przyjść, czy to się utrzymać, przyszedłszy, jedynie opierając się na rzeczywistości, nie zaś na pozorach oraz bałwanach. Nie chcemy wcale jedności, pobudowanej na fałszu, nakazującej nam mówić oraz praktykować kłamstwa. Spokój? Ależ uśpienie zwierzęce jest też spokojnem, smrodna mogiła także. Żywimy nadzieję na spokój żywy, nie zaś martwy!
Oceniając jednak sprawiedliwie niechybne błogosławieństwa nowego, nie należy być niesprawiedliwym względem starego. Stare było prawdziwe, jeśli nie jest niem więcej. W czasach Dantego nie potrzebowało ono sofizmatu, dobrowolnego zaślepienia lub jakiejkolwiek innej nieszlachetności, by zdobyć wiarę w siebie. Było ono kiedyś dobre, więcej nawet, jest w treści jego coś nieśmiertelnie dobrego. Krzyk „precz z papizmem!“ dość głupio brzmi w naszych czasach. Uwaga, że papizm dziś wzrasta, wznosi kaplice nowe i t. d., należy do najpróżniejszych. Ciekawe to: zliczywszy liczbę nieznaczną kaplic papiezkich i wysłuchawszy liczbę nieznaczną bezsensownych spierań się protestanckich, — wiele jest nudnej, brzęczącej i usypiającej nicości, zwącej samą siebie protestancką, — powiedzieć: patrzcie, protestantyzm martwy jest, papizm