Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


powstać? — Wiedza wiele dla nas uczyniła, lecz nędzną nauką byłaby ta, któraby chciała skryć przed naszem okiem olbrzymią, bezdenną nieskończoność niewiedzy, której ludzkość nigdy zgłębić nie może, ponad którą cała nasza wiedza unosi się, niby jakieś ździebełko liche. Świat ten, pomimo całej naszej wiedzy i wszystkich nauk, pozostaje cudem — i dla każdego kto o nim myśleć będzie, pozostanie czemś nadprzyrodzonem, niezbadanem, czarnoksięzkiem — czemś więcej nawet.
Pomijając już inne, co to za ogrom tajemnicy: czas, to coś nieograniczonego, cichego, nigdy niepowstrzymanego, co się toczy, rwie naprzód — bystre i milczące, niby wszystko ogarniający przypływ oceanu, nad którego powierzchnią majaczeje wszechświat cały wraz z nami, niby jakieś wyziewy, niby widma jakieś, które — i potem znów nie są. Jest to cud, w ścisłem znaczeniu tego słowa, cud na wieki, coś zdolnego wprawić nas w osłupienie, — bo nie możemy o tem nic, ani słowa powiedzieć. Wszechświat! Niestety, co dzicy ludzie mogli o nim wiedzieć? cóż możemy o nim wiedzieć my sami? Że jest on siłą, kombinacyą sił tysiąca, siłą, która nie jest nami. I to wszystko: on nie jest „my,“ jest czemś zupełnie różnem od nas. Siła, siła, wszędzie siła, a w środku znowu my — również siła tajemnicza. „Niema ani jednego listka, gnijącego na drodze długiej, któryby nie zawierał w sobie jakiejś siły: bo i jakżeżby inaczej mógł gnić?“ Tak, niewątpliwie, i dla myśliciela ateisty, gdyby taki myśliciel był możliwy, musiałby być koniecznie także cudem ten olbrzymi i nieograniczony wir siły, wir nigdy niewstrzymany, wielki jak bezmiar i stary jak wie-