Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i mądry, zwrócił nań uwagę, jako na osobę wielkiej wartości, i zamianował go profesorem w nowym swym uniwersytecie w Wittenbergu i kaznodzieją tamże, — a w obu tych czynnościach, jak i we wszystkich obowiązkach, które pełnił, ten Luter, w sferze spokojnej życia zwykłego, coraz bardziej zjednywał sobie szacunek wszystkich ludzi szlachetnych.
Wysłany przez klasztor swój, o czem już wspominałem, Luter w dwudziestym siódmym roku życia po raz pierwszy ujrzał Rzym. Papież Juliusz II i wszystko, co się w Rzymie działo, bezwarunkowo musiało wprawić go w osłupienie. Przybył on tam, jako do miasta świętego, tronu wielkiego kapłana bożego na tej ziemi, a co znalazł — wiemy! Wiele myśli musiało to w nim obudzić, myśli, o których nic nie świadczy, których on sam nie potrafiłby był wyrazić. Rzym ten, owa scena kapłanów fałszywych, przybrana nie w szatę piękna świętości, lecz w zgoła inną szatę, jest fałszywym: cóż jednak Lutrowi do tego? W jakiż sposób zdołałby świat zreformować, on, człowiek takiego małego znaczenia? Jakże daleką była odeń myśl podobna! Dlaczegóż on, samotnik pokorny, miałby się mieszać do spraw świata? To zadanie ciężyło na ludziach daleko wyżej od niego stojących. Jego rzeczą zaś było własne kroki mądrze przez ten świat kierować. Byleby on sam dopełnił należycie własnego nizkiego obowiązku, wszystko zaś reszta, jakkolwiek okropnem i ponurem się wydaje, w bożych spoczywa, a nie w jego ręku.
Dziwnie doprawdy pomyśleć o tem, coby się stało, gdyby papieztwo przeszło obok tego Lutra, i coraz dalej postępując w swej wielkiej i niszczącej orbi-