Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jeśli porównamy go z Eschylosem lab Homerem, musimy zapytać, dlaczego on, z powodu prawdomówności swej i powszechności, nie miałby trwać, jak i oni? On szczery — jak i oni, i jak oni zstępuje głęboko aż do powszechnego tudzież wiecznego. Co się zaś tyczy Mahometa, lepiejby mu było nie być takim świadomym! Niestety! biedny Mahomet! Wszystko, czego posiadał świadomość, było najczystszym błędem, marnością oraz trywialnością, jak w istocie zawsze w takich razach się dzieje. Istotnie wielkie i w nim jest nieświadome, a mianowicie, że był on dzikim lwem pustyni arabskiej; że przemawiał tym wielkim głosem gromowym, który mu dano, nie słowami, o których myślał, iż są wielkie, lecz czynami, uczuciami i historyą życia — co wszystko było wielkie! Koran jego stał się wielosłownym i głupim nonsensem; my nie wierzymy wcale, jak on, że Bóg to wszystko napisał! Wielki człowiek jest tu, jak i wszędzie, siłą natury, i wszystko, co tkwi w nim istotnie wielkiego, wytryska z głębi niepojętych.
Otóż patrzcie na naszego biednego wieśniaka z Southamptonu, który stał się dyrektorem teatru, mogącym żyć bez żebraniny, któremu hrabia Southampton rzucił kika spojrzeń łaskawych, którego sir Thomas Lucy — dzięki mu za to — chciał posłać na galery! Nie uważaliśmy go, jak Odyna, za boga, dopóki żył wśród nas, i wieleby się o tem dało powiedzieć. Powiem jednak, albo raczej powtórzę: przyjrzyjmy się, czem istotnie stał się dla nas Szekspir, wbrew opłakanemu stanowi, w jaki popadła dziś cześć dla bohaterów. Jakiegoż Anglika, który żył kiedykolwiek na tej ziemi naszej, jakiegoż miliona Anglików nie oddalibyśmy prędzej, niż tego wieśniaka ze Stratfordu? Nie sprzedalibyśmy