Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


innych wagi sprzeczki nie były w jego oczach żywotnemi.
Nazwijmy to jednak ubóstwieniem, lub jak się podoba, nie zasługujeż w każdym razie na chwałę owa rzecz, czy też zbiór rzeczy, — to, co przyniósł nam Szekspir? Co się mnie tyczy, to czuję, iż fakt, że taki człowiek zjawił się na ziemi naszej, nosi cechę świętości. Nie jestże on okiem, widzącem za nas wszystkich? nie jestże on zesłanym z nieba nosicielem światła błogosławionego? — I czyż w gruncie rzeczy wartość tego pod wszystkiemi względami nieświadomego Szekspira nie była tem większą, że nie posiadał on świadomości żadnego posłannictwa z nieba? Nie czuł on, jak Mahomet, że, by przeniknąć tę wspaniałość wewnętrzną, był on specyalnie „prorokiem bożym, — i czyż przez to samo nie był większym od Mahometa? Tak, był większym, i, jeśli dobrze się obliczymy, — jakeśmy to uczynili względem Dantego, — szczęśliwszym nawet. Myśl, jaką powziął Mahomet o swojem proroctwie najwyższem, w treści swej zawierała błąd i doszła do nas nierozwikłalnie oplatana błędami, wlokąc za sobą taką zawiłość bajek, brudów, niewyrozumiałości, iż powiedzenie moje, że Mahomet był prawdziwie przemawiającym, nie zaś ambitnym kuglarzem, uosobieniem przewrotności i udania, że przemawiał on, a nie bajał, — uważam za sąd sporny! Zgodnie z mojemi wyrachowaniami, w Arabii nawet Mahomet się wyczerpie i stanie się przestarzałym, podczas gdy Szekspir i Dante będą mogli zawsze być młodymi, podczas gdy Szekspir w Arabii i gdziebądźkolwiek zawsze będzie miał prawo do nazwy kapłana ludzkości — na nieograniczone okresy czasu!