Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rodzaju, obdarzonym analogiczną proroczej intuicyą, chociaż z innego tonu zabrał się do rzeczy. I jemu też natura zdawała się boską, niewymowną, głęboką jak Tophet, jak niebiosa wysoką: „Myśmy z tej samej tkanki, co i marzenia, stworzeni!“ Mało kto, czytając, rozumie znaczenie tego naboju w opactwie westminsterskiem, nosi on jednak cechę głębokości jasnowidzenia. Lecz człowiek ten śpiewał, a nie kazał — chyba tylko muzykalnie. Nazywamy Dantego melodyjnym kapłanem katolicyzmu średniowiecznego, nie możemyż nazwać Szekspira jeszcze melodyjniejszym kapłanem prawdziwego katolicyzmu, „kościoła powszechnego“ czasów przyszłych i wszystkich czasów? Żadnej w jego dziele ciasnoty przesądu, żadnej surowości ascetyzmu, żadnej niewyrozumiałości, żadnej wściekłości fanatycznej lub przewrotności: stanowi to objawienie, o ile ono niem jest, że w całej naturze mieszka takie tysiąckrotnie ukryte piękno czy bóstwo, które pozwala ludziom ubóstwiać, jak im się podoba! Bez zniewagi wolno nam powiedzieć, że z dzieła Szekspira wznosi się też rodzaj psalmu powszechnego, godnego miejsca wśród świętszych nawet psalmów, znajdującego się z niemi, jeśli dobrze go zrozumieć, nie w dysharmonii, lecz w harmonii zupełnej! — Nie mogę nazwać tego Szekspira „sceptykiem,“ jak to czynią niektórzy, wprowadzeni w błąd obojętnością jego na wierzenia i spory teologiczne jego czasu. Nie — jest on patryotą, chociaż niewiele mówi o swym patryotyzmie, i nie jest sceptykiem, chociaż niewiele mówi o swej wierze. Obojętność taka była też owocem jego wielkości: całe jego serce znało tylko własną i wielką sferę ubóstwienia (możemy użyć tego wyrazu), a te inne życiowej dla