Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


oraz świadomem wypracowaniem i rozmysłem dokonać, wyrastają w nim też nieświadomie, z nieznanych w nim głębi, z symetryą, opartą na prawach samej natury, zgodnie z wszelką prawdą, — jako dąb wyrasta z łona ziemi, jako góry i wody powstają. Ileż w tym Szekspirze pozostaje w ukryciu: jego cierpienia, jemu tylko znane walki milczące, i inne, jemu nawet nieznane, które wcale wyrażone być nie mogły, jest to wszystko niby korzenie, niby sok i siły podziemne! Wielkiem jest słowo, lecz milczenie jeszcze jest większe
Zasługuje z tem wszystkiem na uwagę wesoły spokój tego człowieka. Nie zamierzam ganić Dantego za jego nędzę: był to bój bez zwycięztwa, ale bój prawdziwy, co jest rzeczą najważniejszą, najkonieczniejszą. Nazwę jednak Szekspira większym od Dantego co do tego, że walczył on prawdziwie i rzeczywiście zwyciężył. Nie należy wątpić, że i on cierpiał: pozostałe po nim Sonety wyraźnie świadczą, w jakich głębokich wodach brnął on, pływał, walcząc o życie. Z jakimże zresztą podobnym mu człowiekiem działo się inaczej? Zdaje mi się, że jest nieobmyślone owo ogólne pojęcie, jakoby on, niby ptak na gałęzi, swobodny i bezpośredni, śpiewał, nie znając wcale niepokojów reszty ludzi. Bynajmniej, z nikim z ludzi tak się nie dzieje! W jakiż sposób potrafiłby kto odbyć taką drogę, wznieść się od wiejskiego brakonierstwa aż do stworzenia takich tragedyj, nie upadając z bólu? Albo lepiej jeszcze: w jaki sposób człowiek zdołałby odmalować Hamleta, Koryolana, Makbeta, tyle bohaterskich serc cierpiących, gdyby własne jego bohaterskie serce nigdy nie cierpiało? Teraz zaś proszę się przyjrzeć