Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pociechą. Wszystko to powraca z dziesięć, ze dwadzieścia razy, i znowu, i jeszcze raz powraca w nużących powtarzaniach, którym wcale niema końca. Chyba tylko taki dzielny Samuel Johnson na opuszczonem swojem poddaszu mógłby opracowywać biografie autorów tego rodzaju! Tak się przedstawia wielkość treści Koranu; lecz, dziwna rzecz, przez wszystko to od czasu do czasu prześwieca jak gdyby błyskawica jakaś myśli rzeczywistego myśliciela i jasnowidzącego. A widzi rzeczywiście ten świat Mahomet, i z pewną prawością i siłą surową przemawia do naszego serca o tem, dla czego własne jego serce było otwarte. Nie przywiązuję wielkiej wagi do jego pochwał Allaha, któremi wiele osób się zachwyca, — zapożyczono je bowiem, jak przypuszczam, z hebrajskiego przeważnie, przynajmniej tam są one daleko wyższe. Lecz oko jego, które rzuca spojrzenie prosto w serce rzeczy i widzi jej prawdę — oto dla mnie wielce zajmujący przedmiot. Jest to dar bezpośredni wielkiej natury, którego nie skąpi ona nikomu, lecz którego jeden tylko na tysiąc nie odrzuca precz w sposób opłakany; jest to to, co nazywam szczerością patrzenia, kamieniem probierczym szczerego serca.
Mahomet nie zdołał uczynić żadnego cudu i często powtarza niecierpliwie: „żadnego cudu dokonać nie mogę,“ „Jestem tylko kaznodzieją publicznym,“ powołanym do głoszenia tej nauki stworzeniu wszelkiemu. Świat jednakże, jak widzimy, był cały rzeczywiście i po wszystkie czasy cudem dla niego. — Ogarnij wzrokiem świat — powiada: — nie jestże on cudem, dziełem Allaha? nie jestże on cały „znakiem dla was,“ jeśli oczy wasze są otwarte? Ziemia ta — Bóg stworzył ją dla was,