Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiegoś Gabryela. Fałszerz i kuglarz? — O, nie, nie! To wielkie serce ogniste, wrzące, niby szumny piec hutniczy myśli, nie należało do skoczka na linie. Życie było dlań faktem; ten wszechświat boży stanowił dla niego fakt i rzeczywistość straszliwą. Nie wolny on wcale od braków; patrzmy nań jako na nieokrzesanego syna natury, wpół barbarzyńcę, w którym tak wiele jeszcze zostało z Beduina, — nie chcemy jednak i nie możemy widzieć w nim tylko udania, głośnego samozwańca bez oczu i serca, zajmującego się dla miski strawy takiem bluźnierczem oszustwem, podrabianiem dokumentów niebieskich, nieustanną zdradą wobec Stworzyciela swego oraz siebie samego.
Szczerość pod wszystkiemi względami zdaje mi się być zaletą Koranu, tem, co uczyniło go tak drogim dla dzikich Arabów; tworzy ona w każdym razie pierwszą tudzież ostatnią zaletę tej książki, w niej jednak źródło wszelkiego rodzaju zalet: tak, w gruncie rzeczy, może z niej powstać każda inna zaleta. Ciekawe to, że wśród tej masy potwornej podań, potępień, skarg i zachwytów, można dostrzedz w Koranie żyłę prawdziwej i bezpośredniej intuicyi, żyłę błędną tego, co moglibyśmy niemal poezyą nazwać. Całość tej książki powstała z czystej tradycyi i z gwałtownych, entuzyastycznych nauk improwizowanych. Bezustanku powraca Mahomet do starych podań o prorokach, jak zachowała ich pamięć ówczesnego Araba: prorok po proroku, prorok Abraham, prorok Hud, prorok Mojżesz; chrześciańscy i inni rzeczywiści oraz bajeczni prorocy zjawiali się wśród tego lub owego pokolenia, ostrzegając ludzi co do ich grzechów, i przyjmowano ich jak raz tak, jak przyjęto i Mahometa, — co jest dlań wielką