Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
— 70 —

Daremnie dźwiga zewłok pod ramie,
Głowa wciąż spada, ciało się łamie,
Oko w kół stoi, wiatr włosy wzrusza,
Hej! poszła sobie duszyczka dusza. —

Synu mój, Synu! jedyne dziecię,
To ja już sama będę na świecie?
Nikt mi ubogiej pomocy nie da?
0 moje dziecko, biedaż mnie bieda!
Świat mi już cały jedną kośnicą!
I wciąż ociera krzepnące lico.
A słońce patrzy na oczy młode,
Na oczy zimne, jakby na wodę.
Synu, mój Synu! kochana twoja
Leci od wioski hoża dziewoja,
Zbożem na przełaj, ścieżką deptaną:
O mój kwiateczku! zwiądłżeś mi rano. —

Synu mój, Synu! gdy przyjdą wrogi
Już się nie porwiesz na równe nogi,
Rdza ci czerwona bronie pordzewi,
Perz się z łopuchą w polu rozkrzewi,