Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 42 —

Ma swoich Stwórca kościołów dosyć,
By z cudzéj krzywdy domy Mu wznosić.
Za krzywdy ludzkie, królu a panie!
Choćby jak nie wiem kościół nie stanie;
Krew bo niewinna o pomstę woła,
Ani jéj zgłuszą dzwony kościoła,
Ani złagodzą wdzięczne organy:
Jęk pójdzie mimo niepowstrzymany,
Choćby moc waszych mężów chwalebnych
Dzień i noc grała na trąbach srebrnych.....
Przeto raz jeszcze z czartem pospołu
Kusił go rybą ze swego stołu,
Aż zwyciężony wreszcie prostotą,
Raz pierwszy w życiu zszedłszy się z cnotą,
Zmiękł i zpokorniał przed biednym mnichem;
Ów król potężny tak stał się cichym,
Że nic nie począł bez jego rady,
Łowy zacichły, znikły biesiady;
I dwór królewski jako był dworem,
Na raz się głuchym zrobił klasztorem.
Król się zamyślał przez całe doby,
Nie chciał widywać żadnéj osoby;