Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 170 —

Kiedy onego Królem obrano,
Za jedno berło włócznię mu dano,
I on też nie chciał innéj ozdoby
Jak téj, z żelaza najlepszéj próby.
Włożył na piersi blachę stalową,
A miecz w prawicę chwycił łuskową,
I tak mu w bojach długo czas biegł,
Aż w grobie z mieczem i w zbroi legł....

A kraj miał wielki od gór do morza,
A w owym kraju bujały zboża,
Z miejsc opoczystych żelazo brali
I w ciąż potężne miecze kowali.
Królewska zbroja osobne dzieło,
Coby jéj w kilku dziś nie podjęło;
Z samego złota na rzeźbnym szczycie,
Mógłby na wieżę wykuć przykrycie,
I jeszcze miałby na całe życie.

A miecz królewski prawdziwy dziw,
Jakiegoś nie znał pewnie jak żyw,