Przejdź do zawartości

Strona:Teodor Jeske-Choiński (Tygodnik Illustrowany, 1920).djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

pogromie, a nie miał jeszcze sił dostatecznych na to, aby się unowocześnić, to znaczy: stać się obozem tak silnym, jak pokrewne mu obozy na Zachodzie. Nie umiał on jeszcze odeprzeć ciskanego sobie w oczy zarzutu wstecznictwa, nie potrafił dowieść, że nie służy li tylko interesom stanowym szlachty i duchowieństwa, ale ma na widoku cały naród. Tę słabość swojego przeciwnika znakomicie wyzyskiwał obóz postępowy, który, zaprzeczając konserwatyzmowi niemal prawa do istnienia, gotów był podtrzymywać przeciw niemu szerzoną przez rosyjskich komisarzy włościańskich legendę o tęsknocie szlachty i duchowieństwa do batoga ekonomskiego i do pańszczyzny, zniesionej ukazem 1864-go roku.
Walka toczyła się na ostre. Z jednej strony powstawał i dźwigał się program radykalny, kokietujący wyraźnie z wywrotowemi ugrupowaniami lewicy społecznej („Prawda” Al. Świętochowskiego i L. Krzywickiego), z drugiej — rodził się żywotny prąd demokratyczny, oparty o nadzieję obudzenia ludu i stopniowego wciągania drobnomieszczaństwa i włościaństwa polskiego w orbitę dążeń i aspiracyi narodowych („Głos” Maryana Bohusza (J. K. Potockiego) i J. Popławskiego).
Najpoczytniejszy w dziesięcioleciu (1870—1880) „Przegląd tygodniowy” Adama Wiślickiego wchodził już w okres zmierzchu.
Choińskiego z tym właśnie tygodnikiem, który miał za sobą tradycyę zwycięskiej walki, stoczonej pod chorągwią pozytywizmu, łączyły pierwsze po przybyciu do Warszawy stosunki.
Były to jednak stosunki krótkotrwałe. Młody pisarz o żywym temperamencie polemicznym, wychowany w atmosferze wielkopolskiej, spostrzegł