Bo się nazjeżdżało
Mnóstwo ludu koło lochu
I panów niemało.
Ot, i nam zarobek przyjdzie!
Zaśpiewajmy, nuż wy —
Choć na próbę!
Bierz go djabli!
Lepiej się połóżmy
I wyśpijmy się! Dzień długi:
Będzie czas na pieśni.
I to prawda. Pomódlmy się
I spocznijmy we śnie.
Dziady pod cieniem drzemią klonu,
Śpi słonko; ptaszek ani drgnie;
Gdy koło lochu się zbudzono
I do kopania wzięto się.
Kopią już dzień, i kopią dwa,
I trzeci przy lochu —
Do muru się dokopali
I spoczęli trochę.
Postawiono zaraz warty...
Isprawnik aż prosi,
By nikogo nie puszczano,
W Czehryniu donosi
Do naczalstwa. Przyjechało
Naczalstwo wypięte,
Patrzy: „Trzeba zwalić — mówi —
Sklepienie ze szczętem!
Wierniéj dieło!...” Rwą w kawały...
Wszystkich strach wziął biały! —
Kościotrupy w lochu spały