Strona:Tajemnicza misja pana Dumphry.djvu/30

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    szatan jazzbandu, a ja grałem, nie troszcząc się o tytuł, tonacje, melodje. Napełniałem, robiłem „break“, gratem jak straceniec, a gdy wybiła godzina pierwsza i skończył się ten sabat czarownic, wyczerpani muzycy zaczęli pakować swoje instrumenty. Prawdziwą i jedyną moją przyjemnością była świadomość, że nie potrzebuję zanosić fortepianu do domu.
    Kierownik orkiestry wręczył mi 15 dolarów, uśmiechając się ironicznie i prosił — o moią wizytówkę; pewno poto, by ją wywiesić na giełdzie i ostrzec przed zaangażowaniem mojej osoby. Poszedłem do domu z mocnem postanowieniem, że albo wrócę znów do Beethovena albo otworzę kurek od gazu.
    Żona moja wolała jednak kurek od razu, wobec tego poszliśmy do klubu z owemi 15 dolarami plus 10 jakie znalazłem jeszcze w kieszeni. Poszliśmy do klubu, w którym nie było mrożonej limonjady. Zato wróciliśmy o 9-ej z rana do domu tak „napełnieni“ żeśmy zaspali Beethovena wraz kurkiem gazowym i obudziło nas dopiero jakieś gwałtowne pukanie do drzwi. Myślałem, że to jest „break“ i właśnie chciałem „napełniać“, gdy przy drugiem uderzeniu oprzytomniałem w zupełności. Otworzyłem drzwi w negliżu i o dziwo! Stał przedemną ów jegomość, który mnie wczoraj zaangażował. „Well“ rzekł, chce pan grać dziś wieczorem? Nightclub; 15 Dollars, i plenty to drinks“: Limonjada?“ spytałem podejrzliwie. Zamiast odpowiedzi wyciągnął z kieszeni płaski thermos i podał mi go. Łyknęliśmy obaj świetnej whisky, „and shook hands with each other“. — „You are a first class jazzpianist“, powiedział. „Z początku był pan nieco onieśmielony, ale pierwszy „break“ był wykonany artystycznie, a jak pan przy końcu „napełniał“ — po mistrzow-