Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


letancku, jednak z wielkiem zajmował się tą nauką zamiłowaniem.
Jest tedy niezwykle przejęty zbliżaniem się momentu, kiedy na własne oczy ujrzy zjawisko — jeżeli zresztą całkiem naturalne i konieczne w przedziwnie dokładnym mechanizmie wszechświata, to w każdym razie bardzo niecodzienne.
— Na drugie podobne zaćmienie będziemy musieli czekać do r. 1999 czyli całych lat 87 — opowiada w biurze, gdzie nawiasem mówiąc, jest wcale grubą rybą, bo istotnie zasiada na jednem z miejsc naczelnych.
— Pochlebiam sobie, panie radco, że nie wszyscy tego doczekamy — zauważył któryś z młodszych urzędników.
Uśmiechnął się pan Józef z politowaniem.
— Co znaczą nasze marne istnienia wobec nieskończoności rzeczy boskich? Co znaczy życie jednostki wobec ogromu wiedzy ludzkiej — wobec ogromu tego gmachu wspaniałego, do którego pokolenia od lat tysięcy znoszą cegiełkę po cegiełce doświadczenia swoich uczonych i badaczów?
Najdawniejsze, już zbadane i określone naukowo przez astronomów chińskich zaćmienia zanotowała historja na trzy tysiące kilkaset lat przed Chrystusem. Następnie Egipt, Chaldea...
Tu pan Józef pozwolił sobie na przydłuż-