Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przestrzeń niezmierzoną, ów długi, dzielący ich miesiąc czasu, unicestwiał i znosił.
Tak oto opanowali oni uczuciem czas i przestrzeń.
Niekiedy pisał Władysław list dłuższy, pełen tęsknoty i wynurzeń, pełen żalu do Mili za to, że tak mało o nim pamięta.
Aż dnia pewnego pani Zabrzeska otrzymała urzędowy telegram z pułku, że syn jej nie żyje. Padł rozdarty na strzępy przez szrapnel nieprzyjacielski.
O żałobie nieszczęsnej kobiety nazajutrz wiedziano powszechnie. Władysław, jako przyrodnik zgoła nieprzeciętnych zdolności, miał już pewne stanowisko w świecie naukowym, to też pisma poświęciły młodemu uczonemu obszerniejsze wspomnienia pozgonne.
Mila o śmierci narzeczonego dowiedziała się z dzienników porannych. Pierwszy okrzyk zgrozy przyszło nagle uciszyć, jakoby uczucie pewnej ulgi. Zbadawszy datę telegramu, wywnioskowała, że posyłka jej fatalna nie mogła dojść rąk nieszczęśliwego, że umarł, nie poznawszy złej prawdy...
Pobiegła do biednej, tonącej we łzach nieutulonego żalu, matki i wraz z nią szczerze płakała narzeczonego.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .