Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wszakże właśnie w rozmowie z panami wykazywałem wszystkie złe skutki nadmiernego czytania. Istotnie w dobie obecnej czyta się za wiele i poprostu niema czasu na myślenie samodzielne! Zresztą nietylko brak czasu jest tu kwestją najważniejszą. Mózg przeładowany balastem najniepotrzebniejszych wiadomości, faktów, fakcików, szczegółów, szczególików bez znaczenia, staje się do samodzielnego, intensywnego myślenia wręcz niezdolny. Przez stały, a zbyt silny ucisk sztucznego, erudycyjnego obciążenia traci on własną przyrodzoną prężność, traci pierwotną ruchliwość i elastyczność, bez których niemożliwa jest wszelka żywsza cerebracja. Tak mi się to przedstawia ze strony czysto mechanicznej. Z drugiej strony, psychologicznie rzecz biorąc, łatwo zauważyć, że umysł ludzki ma jednak dowcipną skłonność do dążenia po drodze najmniejszego oporu. Rozporządzając obficie gotowemi wiadomościami, nie będzie wysilał się nad wynajdowaniem dla każdej sprawy poszczególnej nowych własnych określeń. Nie będzie szukał dróg nowych, trudnych i niebezpiecznych, gdyż pójdzie sobie przyjemnie do celu starym, szerokim, obrzydliwie przez pokolenia poprzednie wyjeżdżonym gościńcem. Taki pan uczony z niezachwianą wiarą in verba magistri, sypiąc, jak z rękawa pięknie dobranemi cytatami, prześlizgnie się wygodnie przez