Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


samem łatwo przeniknąłby do procederu dziadowskiego ów dyletantyzm fatalny, który tak zgubnie zaciężył na wszystkich dziedzinach naszego życia ekonomicznego, intelektualnego, artystycznego, ba, sentymentalnego, czy erotycznego, jeśli pan woli.
Tu konieczna jest zawodowość zupełna, niewątpliwa, niepodrabiana. Tu konieczny jest zmysł swoisty.
— Wiem już: — przerwie doktor — ciężkie kalectwo rzeczywiste daje ci, biedaku, że tak powiem, rodzaj mistrzowstwa zawodowego w cechu.
Żebrak uśmiechnął się pobłażliwie i lekceważąco machnął ręką.
— Hej, hej, daleki pan jest od istoty rzeczy. Jest tu między nami wielu ślepców rzeczywistych, niewątpliwych, kalekich w całem, najkorzystniejszem słowa tego, znaczeniu. A co mają? Głód, chłód, niewygody, zatargi z policją, lekceważenie publiczności nędza, nędza najczarniejsza! Zresztą wielu niewidomych pracuje i to, proszę mi wierzyć, pracuje nieraz bardzo ciężko.
Zatem, jak pan widzi, przenikliwość pańska, panie konsyljarzu, nie sięga zbyt głęboko w istotę wielu zjawisk, tak pospolitych jednak i codziennych. Nie o kalectwo samo tu chodzi, ale o pewne, wypływające z niego pośrednio lub bezpośrednio, przeobrażenia psychiczne, nor-