Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uśmierzali wszelki ruch wśród aresztantów. Niemniej przecież, przesuwając się nieznacznie z miejsca na miejsce, dotarli do pierwszych szeregów.
Tu oko w oko spotkali się z Margielem.
— Pan tu?
— Ty tu?
Przyprowadzony w ostatniej chwili do ratusza nie zdążył się tam rozgościć, kiedy go popędzili dalej.
— Widzisz — trącił Trelski łokciem Brodowicza — widzisz, mówiłem ci — jest.
Brodowicz był jakby zażenowany.

∗                ∗

Manewr Brodowicza powiódł się szczęśliwie, gdyż istotnie odliczono ich do pierwszej grupy z przeznaczeniem do owej najprzyzwoitszej ósmej kazamaty.
— Dobra nasza.
W forcie jednak panował nastrój zgoła inny niż w ratuszu, gdzie pan naczelnik miał bądź co bądź pewne dla lepszych swoich lokatorów względy. Tu obowiązywał rygor bezwzględny, twardy i kapryśny zarazem.
W kazamacie tej zastali dwudziestu kilku dawnych jej mieszkańców — biedaków, jakoby w ponurem tem podziemiu zapomnianych przez Boga i ludzi. Odcięci od świata Bożego kratą drewnianą, za którą stał żołnierz z bagnetem,