Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie stanie, kiedy będzie przenosiła znaczniejsze sumy po ulicach.
— No, tego nie... ale towarzystwo asekuracyjne zwraca instytucji całą sumę zrabowanych pieniędzy.
— Ach, tak!...
Panna Wicia słysząc te wyjaśnienia, przybladła nieco i nieśmiało zdecydowała.
— To... to już chyba wolę niebezpieczeństwa teatru bez asekuracji.