Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Okoliczność ta niezmiernie ułatwiała sytuację. Porozumiewali się łatwo i swobodnie, jak zwykle ludzie, stojący na tym samym poziomie intelektualnym. Przyjemnie też ułożyły się stosunki z panem Szeligą, który właściwie, jak się wyjaśniło, straciwszy dawno już własny majątek, był poprostu rezydentem u siostry.
Niezależnie od edukacji chłopca, Mroczek miał jeszcze obowiązek uzupełnić wykształcenie panny Nuny. Nie wymagano już wprawdzie lekcji systematycznych, ale luźnych z zakresu literatury i historji sztuki pogadanek, które nauczyciel mógł prowadzić, wzorem perypatetyków, nawet wśród przechadzek wieczornych po parku.
Mroczek w duchu przyznaje, że pogawędki te sprawiają mu zadowolenia więcej, niż zajęcia pedagogiczne, że z coraz większą niecierpliwością wyczekuje chwili, kiedy po uciążliwej, wyczerpującej pracy nad Ignasiem, będzie mógł mówić o rzeczach wzniosłych i pięknych z piękną dziewczyną w cienistych szpalerach prześlicznego parku. Bo panna Nuna wprawdzie nie ma płowej czupryny i chabrowych oczu, lecz jest silną brunetką o ciemnych, piwnych oczach, nie mniej przecież...
No, nie trzeba zaraz wnosić, że poważny pedagogus zakochał się na zabój w swojej uczennicy, to prawda wszakże, że ona właśnie