Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zamyślił się i powiedział żartobliwie:
— Nie czuję tego po sobie
— Dlaczego po sobie.
— Bo ja mam dla ciebie uczucie jakby także dziecka do matki, a jednak nie zaliczam się do czarujących stworzonek.
— Jesteś okropnym potworem — powiedziała głośno i jednocześnie zastanowiła się: rzeczywiście w ich stosunku jest coś z synostwa i macierzyństwa, co zresztą da się wyjaśnić bardzo prosto. Każda kobieta odnosi się do bliskiego sobie mężczyzny z pewnym odcieniem matczynej troskliwości, a podkreśla to jeszcze bardziej życiowa niepraktyczność Marjana, wymagająca nieustannej opieki.
Teraz, kiedy przyjeżdżał Karol i Litunia i kiedy będzie musiała wiele czasu im poświęcić, z trudem uda się jej znaleźć kilka minut dla zajęcia się jego sprawami, tembardziej, że i w Mundusie zaczynał się sezon wszelkich wycieczek jesiennych.
Z każdym dniem przybywało roboty, a teraz, gdy Minz uwziął się kontrolować niemal wszystko, co robiła, trzeba było znacznie więcej uwagi poświęcać byle drobiazgowi. I tak pracowała z wrodzoną sumiennością i z tą dokładnością, którą już miała we krwi, lecz świadomość, że byle szczegół, byle drobne niedopatrzenie może ją narazić na przyczepki Minza, stwarzała pewną nerwowość w pracy.
Nadto miała sporo kłopotów z urzędnikami. W biurze nie ustawały plotki, intrygi, wzajemne oskarżania się i złośliwości, wynikające nie tyle może z zawiści ile z samego faktu ustawicznego przebywania ze sobą. Nieraz musiała perswadować, godzić lub upominać podwładnych, a stale wysłuchiwać ich zwierzeń, pokątnych denuncjacyj i żalów. Po niejakim czasie znała już doskonale prywatne stosunki nie tylko każdego z pracowni-