Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dlaczego tragiczne?
— Stworzyć nową istotę i zmusić ją, by dziedziczyła nie tylko moje ułomności psychiczne i fizyczne, lecz cały potworny bagaż, narzucony przez tysiące pokoleń?
— Widzisz tylko złe strony tego bagażu — zaprotestowała, — a przecie dziedziczy się również kulturę, inteligencję, subtelność, wiele innych dodatnich cech.
— Nie równoważy to zła. Ciężar odpowiedzialności za to dziedzictwo ludzkość doskonale wyczuwa. Weź naprzykład stale powtarzający się w wielu religjach motyw odkupienia win. Zawsze ma wreszcie urodzić się taki potomek, który odkupi grzechy poprzednich pokoleń. Jeżeli istnienie będziemy pojmowali jako ciągłość nierozerwalną, złożoną z istnień indywidualnych, równa się to staczaniu ciężaru odpowiedzialności na potomstwo. Ono ma być lepsze od nas, mądrzejsze, szlachetniejsze. Udajemy, że w to wierzymy, bo przecie nie możemy zamknąć oczu na prawdę, że przekazujemy mu wszystkie nasze winy, a nie stać nas na danie im sił większych, niż posiadamy sami, ciężar wciąż rośnie, a siły wciąż maleją z pokolenia na pokolenie. I nie jest wygodną bajeczką odwracanie się za siebie ze czcią i czołobitnością dla przodków. Oni byli lepsi, musieli być lepsi. Bajeczką jest wiara w przyjście Mesjasza. W tem szukamy usprawiedliwienia, do tego dorabiamy sobie teorje.
— Mówi przez ciebie pesymizm — westchnęła Anna.
— Nie. Mówi strach przed odpowiedzialnością.
— Odpowiedzialnością przed kim?
Zmarszczył brwi i opuścił głowę:
— Nie wiem.
Powiedział to takim głosem, jakby przechodził największą udrękę. Ile razy mówił te słowa, zawsze zda-