Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I rzeczywiście obecność Anny w pokoju Dziewanowskiego nie kończyła się 2 godzinami, jakie tam spędzała. Każdy przedmiot, każdy szczegół nosił tu ślady jej dbałości, upodobań, pracy. Początkowo ograniczało się to tylko do pracy naprawiania, porządkowania, przestawiania. Gdy jednak w trakcie tego wychodziły na jaw różne braki, Anna to i owo dokupywała, to i owo oddawała do naprawy, pokrywając koszty z tych swoich drobnych oszczędności, na jakie mogła się zdobyć.
Marjan zbyt mało cenił pieniądze, by się niemi interesować. Dlatego mogła bez obawy dopuszczać się małych nieścisłości w rachunkach. Oczywiście nie podejrzewał wcale, by Anna zrobiła coś podobnego, tembardziej, że dość często dawała mu małe podarki: krawat, książka, spinki, ręczniki z własnoręcznie wyhaftowanym monogramem i t. p.
Znała w jego pokoju najmniejszy kącik i właśnie dlatego nie mogły ujść jej uwagi bodaj nieznaczne w nim zmiany. W niektórych dopatrywała się ręki kobiecej.
Czy Marjan miał inną — nie wiedziała. Nieraz aż do bólu musiała zagryzać wargi, by go wprost o to nie spytać, by się nie poniżyć do zazdrości.
Zresztą o cóż miała być zazdrosna? Miała jego miłość, a reszta nie przedstawiała przecie żadnej wartości. Kiedyś niepytany dał jej do zrozumienia, że dla kobiet typu Wandy ma nie pogardę, lecz niecierpliwą obojętność. Nazwał to u takich kobiet „fałszem wewnętrznym“.
Pomimo to Anna unikała starannie spotkania z Wandą. Nie z powodu owego „fałszu wewnętrznego“, lecz pod wpływem intuicji, która nie przestawała ostrzegać ją, że właśnie Wanda jest jej rywalką.
W duchu postanowiła sobie za wszelką cenę doprowadzić do odsunięcia jej od Marjana, lecz pobudką tej