Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nawet bardzo młodo, że ma dużo świeżości i wdzięku, że nic nie mniej, a może nawet więcej podoba się mężczyznom niż dawniej. Oczywiście musi w tem być coś innego.
Prawdopodobnie stosunek taki ułożył się dzięki temu, że zajmowała się tak skrupulatnie jego sprawami, że niejako opiekowała się nim.
To znowu przypomniało Annie te nieszczęsne trzysta złotych, których Minz nie chce wypłacić. A dziś musi niektóre sprawunki dla Marjana załatwić. Zwrócić się o pożyczkę do Buby, byłoby nieprzyzwoitością. Ona sama nie ma pieniędzy, lecz dostałaby z pewnością od rodziców. Jednakże wyglądałoby to prawie, jak łapówka.
Właściwie jedynym sposobem wyjścia będzie skorzystanie z podręcznej kasy, w której zawsze jest kilkaset złotych. Nie będzie to nawet nadużyciem. Po otrzymaniu pensji zwróci do kasy wszystko i nikt o tej pożyczce nie będzie wiedział.
Pomysł ten przyszedł Annie znacznie wcześniej, lecz z początku wydawał się nie do przyjęcia i nie do przeprowadzenia. W pierwszej chwili nazwała go w myśli defraudacją, sprzeniewierzeniem, później nadużyciem, ale teraz przedstawiał się jej jako najwyżej samowola. Cóż ostatecznie jest w tem zdrożnego?... Nie przywłaszczy przecie tych pieniędzy. Leżą bezużytecznie, gdyż żadnych większych wydatków dział turystyczny w najbliższych tygodniach mieć nie będzie.
Po przyjściu do biura otworzyła szafę, wyjęła kasetę i przeliczyła zawartość: było czterysta trzydzieści dwa złote.
Nikt nigdy nie kontrolował tych rachunków, nieprzekraczających kilkuset złotych, lecz były one prowadzone przez Annę z największą ścisłością. Na każdy wydany grosz istniało pokwitowanie, lub notatka z datą