Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niem pan Kostanecki — jakie to troski z dziećmi. Pani tego nie zna.
— Pani Leszczowa, tatusiu — pośpieszyła wyjaśnić Buba — ma córeczkę. Malutką oczywiście. Nazywa się Litunia.
— Zdaje się ma trzeci roczek? — zapytała pani Kostanecka.
— Tak — odpowiedziała Anna — kończy trzy w październiku.
— A to jakże — wysoko poruszył wąsami pan Kostanecki — idąc do biura zostawia ją pani w domu?
— Nie, proszę pana. Moja córeczka jest w Poznaniu przy ojcu.
— I nie tęskni pani? — z ukrywanem zdziwieniem zapytała pani Kostanecka.
— Bardzo. Ale niema rady. Muszę zarabiać, a w Poznaniu żadnej posady znaleźć nie mogłam.
Zapanowało milczenie, pan Kostanecki mruknął.
— Tak... tak...
— Bo kobiety nie powinny pracować — z niespodziewanym naciskiem odezwał się Ryszard.
— Czasami muszą — blado uśmiechnęła się Anna.
— Kobiety powinny wrócić do domu — apodyktycznie zawyrokował Ryszard.
— Rysiu — łagodnie upomniała go Buba — powtarzasz niemądre hasła, które, sam to rozumiesz, są tylko pustym frazesem.
— O, nie takim pustym. W dzisiejszych Niemczech, we Włoszech ten frazes realizuje się.
— Zobaczymy, co z tego będzie.
— Dobrze będzie.
— Albo źle — lekko zarumieniła się Buba. — Jak można w twoim wieku być tak zacofanym.
— Bubuś — bronił się młody człowiek — nie można najnowszych prądów nazywać zacofaniem. A pani