Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Któż z nas nie ma zmartwień — znowu westchnęła Anna — zmartwień, kłopotów...
— Pani ich mieć nie powinna — oburzyła się Buba.
— Owszem mam. Naprzykład nie mogę dziś nocować w domu... Remont, mały remont, a nie cierpię hotelu.
— Pani Anno! — klasnęła w ręce Buba.
— Co się stało?
— Kochana, droga pani Anno! Ależ to świetnie, to świetnie. Nie, pani mi tego nie odmówi! Prawda?
— Ależ czego nie odmówię? — nie mogła powstrzymać uśmiechu Anna.
W gruncie rzeczy bardzo lubiła Kostanecką, najbardziej ze wszystkich panien w Mundusie. Zdawała sobie sprawę, że to jeszcze gąska, że jako pracownica ma poważne wady, że jest pozatem dość próżna, lecz Buba miała tyle wdzięku, że ten rekompensował strony ujemne z nawiązką.
— Droga pani Anno — chwyciła ją Buba za rękę — droga pani, niech mi pani zrobi tę łaskę i przenocuje u nas. Mamusia bardzo, ale to bardzo się ucieszy, ja jej tyle o pani opowiadałam. Obie kochamy, wprost kochamy panią. Ja wcale nie przesadzam. Zrobi to pani dla mnie, błagam panią?!
— Sama nie wiem — zastanowiła się Anna.
— Błagam!
— Czy nie sprawię swoją gościną dywersji...
— Żadnej, absolutnie żadnej. Mamy dość duże mieszkanie, są pokoje gościnne, ale jeżeli pani pozwoli, to ja będę taka szczęśliwa, jeżeli zechce pani zanocować w moim. Zrobię wszystko, żeby pani było wygodnie. Zresztą, jak pani każe, tylko proszę nie odmawiać!
Anna nie miała lepszego wyboru i zgodziła się. Drobne objekcje, jakie jeszcze miała, zostały ze strony Buby w bardzo kulturalny sposób usunięte. Mianowicie