Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Anna nie chciała się narazić. Nie wątpiła, że w jakiś sposób potrafiłaby dać sobie radę, lecz przejmowała ją wstrętem sama myśl, że może ponownie stać się przedmiotem czegoś tak wulgarnego, jak atak pożądliwości Kuby.
Długo zastanawiała się, gdzie przenocować. Najznośniej byłoby zaprosić się do Szczedroniów, nie zrobiłaby jednak tego za żadne skarby. Ostatecznie jedną noc można spędzić w hotelu. Koszt kilkunastu złotych w obecnych warunkach nie był jednak do zlekceważenia. Przez chwilę zatrzymała się przy myśli o pokoju Marjana, lecz natychmiast odrzuciła tę ewentualność: on sam byłby tem zaskoczony, a może nawet komentowałby to zupełnie inaczej. Gotówby podejrzewać ją, że chwyta się takiego wybiegu, w nadziei, że noc razem spędzona doprowadzi wreszcie do radykalnej zmiany. Nie, to do niczego. Tembardziej, że Marjan krępowałby się służącej, krępowałby się z powodu różnych braków w urządzeniu mieszkania, no i przykro byłoby mu napewno, gdyby Anna spotkała naprzykład w przejściu do pokoju kąpielowego jego stryjenkę.
Pani Dziewanowska wprawdzie nie wtrącała się nigdy do ściśle prywatnych spraw Marjana, ale trudno przypuścić, by tego typu „zadomowienie się“ obcej kobiety zechciała tolerować. I tak właściwie mówiąc robiła mu łaskę, dając darmo mieszkanie i utrzymanie. Anna zaś nie zrobiłaby niczego, co mogłoby pogorszyć i tak bardzo skromne warunki materjalne Marjana. Przecie jak dziecko cieszyła się, gdy mogła mu zrobić tę podróż do Wenecji. Całemi dniami obmyślała przeznaczenie dla każdych pięciu złotych, które zarobi dzięki tej wycieczce.
A teraz ten Minz... To jednak zły człowiek. Może nie zły, ale oschły i nieuczynny. Że jakieś głąby, snoby, nowobogaccy i t. p. kręcili nosem na organizację wy-