Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dlaczego?
— Mam wrażenie, że się do mnie zalecasz.
— I cóż w tem nienormalnego? Jesteśmy oboje samotni, pod jednym dachem... Ty zawsze bardzo mi się podobałaś, a przecież lubisz mnie, prawda?... Prawda?...
Przesunął dłoń wzdłuż łydki i Anna zauważyła, że ma brudne paznokcie.
— Przestań — powiedziała łagodnie i stanowczo — weź rękę i zachowuj się przyzwoicie.
— Dlaczego, dlaczego — powtarzał i dysząc coraz szybciej przygarnął ją do siebie. Jednocześnie nagłym ruchem wpakował rękę pod suknię. Jakie to było wstrętne. Powyżej pończochy uczuła dotyk lepkawej spoconej dłoni. Odepchnęła go z całej siły i zerwała się na równe nogi:
— Wynoś się zaraz. Zachowujesz się, jakbyś był pijany — zawołała.
— Co ci szkodzi — bełkotał — Anko, co ci szkodzi?...
— Jesteś wstrętny, wynoś się zaraz. Nigdy nie przypuszczałam, że może mnie to od ciebie spotkać. Wynoś się.
Kuba stał z bezradnie opuszczonemi rękami i z lekko obwisłą wargą.
— Zostaw mnie samą! Proszę cię!
— Aha, widzisz! — wyciągnął wskazujący palec gestem upomnienia — ty sama się palisz! Oczywiście! Palisz się! Zobacz w lustrze. Masz ot takie rumieńce. I nie udawaj, że ci się nie chce!
Anna na mgnienie osłupiała i wybuchła głośnym, szczerym śmiechem. Kubuś wyglądał tak zabawnie, że był wprost karykaturalny. I Boże, jakiż naiwny. Bez ceremonji wypchnęła go za drzwi. Przez cały dzień namyślała się, czy nie powiedzieć o wszystkiem jego matce, lecz doszła do przekonania, że sprawiłaby jej tem