Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Karjera Nikodema Dyzmy.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zapomniałam o papierosach — powiedziała niedbale. — A ja myślałem...
— Co pan myślał? — zapytała z akcentowaną wyniosłością.
Zmieszał się.
— Myślałem, że... że ma pani jakiś interes.
Zapaliła papierosa i skinęła głową:
— Owszem, mam.
Przysunęła sobie krzesło i usiadła, zakładając nogę na nogę. Między czerwienią atłasowego pantofelka a mankietem nogawki odsłoniła się szczupła kostka o smagłej skórze. Nikodem nigdy jeszcze nie widział kobiety w spodniach i wydawała się mu teraz nieprzyzwoitą. Milczenie przerwał znowu niski głęboki alt Kasi:
— Chcę z panem pomówić rzeczowo. Jakie ma pan zamiary w stosunku do Niny?
— Ja?...
— Proszę, niech pan nie stara się zbyć mnie wykrętami. Sądzę, że powinien pan po męsku i otwarcie postawić kwestję. Przecie nie zaprzeczy pan, że zabiegasz o jej względy. W jakim celu??
Dyzma wzruszył ramionami:
— Chyba nie łudzi się pan, że Nina dla niego porzuci swego męża. Że durzy się teraz w panu, to jeszcze niczego nie przesądza.
— Skąd pani wie, że pani Nina durzy się? — zapytał zainteresowany.
— Mniejsza o to. Przyszłam tu, by dowiedzieć się, czy pan jest gentelmanem, czy też człowiekiem, który zdolny jest do podłego wyzyskania słabości uczciwej kobiety i uczciwej żony? Uważałabym pana za łotra, gdyby pan korzystając z sytuacji, zrobił z Niny swoją kochankę!
Była wzburzona i głos jej zaczął drgać niemal chrapliwe. Oczy iskrzyły się ciemnym połyskiem.
— Czego się pani mnie czepia — odparł już nieco poirytowany — czy ja wsadzam nos w pani sprawy?
— Tak? Więc mam to rozumieć, jako zapowiedź świństwa, do którego pan zamierza? Ach, z jakąż rozko-