Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Karjera Nikodema Dyzmy.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ski zaprosił Dyzmę na kolację. Ten jednak, pomyślawszy sobie, że lepiej nie pozbywać się aureoli przyjaciela ministra, podziękował i, poklepawszy urzędnika po ramieniu, pożegnał go słowami:
— No, w porządku. A nie zadzieraj pan ze mną, bo to, bracie, na dobre nie wyjdzie.


ROZDZIAŁ 8.

Awantura zaczęła się od tego, że pani Nina zmieniła suknię wieczorem na bardziej szykowną i że dłużej niż zwykle układała przed lustrem włosy.
Kasia dość miała zmysłu obserwacyjnego, by to spostrzedz.
— Szkoda — powiedziała lekko — że nie nałożyłaś tualety balowej.
— Kasiu!
— Co?
— Twoja uszczypliwość jest zupełnie nie na miejscu.
— Więc poco się przebrałaś? — z nieukrywaną ironją zapytała Kasia.
— Przebrałam się bez powodu. Ot, tak sobie. Dawno tej sukni nie nosiłam.
— Wiesz dobrze — wybuchnęła Kasia — że w niej wyglądasz ślicznie!
— Wiem — odparła z uśmiechem Nina i obrzuciła Kasię powłóczystem spojrzeniem.
— Nino!
Nina uśmiechała się wciąż.
— Nino! Przestań! — rzuciła książkę, którą przed chwilą czytała i zaczęła chodzić po pokoju.
Wtem zatrzymała się przed Niną i wyrzuciła z siebie:
— Gardzę, rozumiesz, gardzę kobietami, które dla przypodobania się mężczyźnie robią z siebie — szukała mocnego epitetu — robią z siebie kokotki! — wypaliła.
Nina zbladła:
— Kasiu, obrażasz mnie!
— Kobieta przymilająca się mężczyźnie, robi na