Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głębie, ale po wierzchu nic nie znać. Ot, gładź cicha, co odbija blady błękit nieba, lub sine obłoki, które ni burz ni piorunów nie niosą, jeno deszcz drony a cierpliwy albo śnieg, co tygodniami pada i pada.

KONIEC