Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/501

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Joanna.

Chorągiew także każ mi zrobić białą,
Z obrazem Niebios Królowéj w obłoku,
Z dzieckiem Jezusem; — a dziecię by miało
Świat w swojéj dłoni, a bóstwo we wzroku.
A całe Niebo aby się zdawało
Jak z głów Aniołów, skupionych w natłoku.
Bo taki obraz jaśniał na znamieniu,
Które Najświętsza trzymała w widzeniu.

Król.

Wszystko się stanie.

Joanna (do Arcybiskupa).

Teraz ty mnie, Ojcze!
Błogosławieństwo daj w imię Kościoła!
Dziewica, idę na dzieło zabójcze,
Litość wstrzymuje — lecz Powinność woła.
Ono w téj walce będzie duch mój wspierać.
(Uklęka przed nim).

Arcybiskup.

Córko! tyś przyszła dawać, nie odbierać
Błogosławieństwa! — W kim jest Pańska siła,
Nie potrzebuje pomocy grzeszników.

(Kładzie rękę na jéj czole. Joanna powstaje).
Paź (wchodzi).

Herold przysłany z obozu Anglików
Chce wnijść.