Ta strona została przepisana.
lu lisa, który nie bacząc w zamyśleniu, co czyni, chwycił go w paszczę.
— Aj, panie lisie! — zawołał Tomcio. — Tkwię w Pańskim gardle! Puśćże mnie!
— Masz słuszność, — odparł lis — nic mi z ciebie nie przyjdzie! Puszczę cię tedy, jeśli mi dasz wszystkie kury twego ojca!
— Z największą ochotą! — oświadczył Tomcio, — przyrzekam ci kury!
Lis go puścił i sam nawet zaniósł do domu. Ojciec uradował się na widok syna i podarował lisowi wszystkie, jakie jeno miał kury.
— Wzamian za to, — powiedział Tomcio, — przynoszę ładny grosz. — To rzekłszy, podał ojcu pieniądz, zdobyty na wędrówce.
— Czemuż to dostał lis wszystkie biedne kurki? — spytacie.
— Ej, głuptaski! Przecież ojcu milsze jest własne dziecko, niż kury z całego podwórka!