Przejdź do zawartości

Strona:Sześć łabędzi oraz inne bajki.pdf/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

trawy i wyrzuciła kominem. Przez czas pewien fruwał unoszony parą w powietrzu, po tym zaś opadł na ziemię. Tomcio znalazł się tedy w szerokim świecie, wędrował, i przyjął nawet miejsce u jednego krawca, ale jedzenie nie smakowało mu tam wcale.
— Pani majstrowo! — powiedział. — Jeśli nie dostanę lepszego jadła, to pójdę sobie i napiszę wam kredą na drzwiach: „Same tu ziemniaki, z mięsa jeno kości, niech więc każdy zmyka co tchu od jejmości.“
— Czegóż to ci się zachciewa, koniku polny? — — zawołała rozgniewana majstrowa i porwawszy płatek sukna, chciała go uderzyć. Ale malec wlazł prędko pod naparstek, wyjrzał jednak zaraz i pokazał jej język. Podniosła naparstek, by go złapać, ale Tomcio wskoczył pomiędzy skrawki, gdy zaś majstrowa jęła je przetrząsać, wcisnął się w szparę stołu.
— He... he... he::: pani majstrowo! —