Tyle
Skargi w każdem mem słowie To co było pełne wznio-
słości za chwilę
Jest martwe Kiedy ten wir dokoła
Bezustanny nie pragnę Anioła
Temu który go dźwiga nie skarżmy się już Bogu
Pory roku przechodzą Każda postępuje
Że światło da pracowni samotnej gdzie słowa kształ-
tuję coraz zakrada się wcześniej
Po tem je tylko miarkuję
Za dnia kołuję jak we śnie a pracuję nocą
Zapalam papierosa i nie pytam poco To jedno
pozostaje ów spokój nałogu
Co nas od śmierci broni O uspokojenie
Którem zwyciężam najgorsze cierpienie
Obcości! Dawne kochanki brały mnie za cudzoziemca
W porcie Genui otoczonym górami wzięto mnie za
niemca
że byłem w okularach rogowych obstąpili mnie w ża-
łobnych koszulach faszyści
Nikt nie chce uwierzyć że nie pragnę korzyści
Komendancie słów czystych pragnę! O bezintere-
sowności!
Słońce po nieboskłonie zbyt wolno wędruje
Na to jedno utyskuję Nie dla mnie więzienie
Nie dla mnie kamieniarza trud rzetelny znój kołodzieja
Ani Anioł któremu przyświeca nadzieja
Strona:Stefan Napierski - Ziemia wolna.pdf/78
Wygląd
Ta strona została skorygowana.
POEMAT