Przejdź do zawartości

Strona:Stefan Napierski - Ziemia wolna.pdf/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Chłonę słone przestworza wargami obiema,
Światło wielu atmosfer znów uderza oczy —
To on, wielki wiejący, z sobą nas jednoczy:
A tam, dokąd umrzemy, już powietrza niema.


III.

Krzewy ciemne rozdyma gorejącym bogiem.
Listeczki najzieleńsze z ciepłej głębi pędzi.
Owocem ciężkim zwisa na twardej gałęzi,
Gromem zrzuca go złotym — wszechrodzący ogień.

Zanim z powietrzem ciało ludzkie w płomień zwiąże.
Znów zapłodni palącem tchnieniem pustkę światów.
Rozprowadza po glebie ciepłej, glebie kwiatów:
I już płonie kwiatami, w ciemnych drzewach krąży.


IV.

Szklanemi korzeniami ryjąc w mrocznej glebie.
Tryska, w dźwięku obraca się łodygą ślizką,
Jak kulę z celulojdu czubem wodotrysku
Podrzuca siebie samą, aby opaść w siebie —

Fontanna bezustanna ciśnieniem wysokiem,
Którem rządzą księżyce. wygina się, wspina
— Z warg zawartych wypływa ostatnim krwotokiem,
Wodą w nicość zmienioną, jako ongi w wino.