Rośnie: ziemia, powietrze, ogień oraz woda,
Wszystkość, spojona z czterech groźnych elementów.
Z najgłębszej głębi rośnie w głębie firmamentów
Ku gwiazdom starym gwiazda zielona i młoda.
Rodzą się, przetapiają i gasną skupienia.
Nasienia z tego świata i z nieba napoły:
Rozbłyskują się nagle świecące żywioły,
Anioły, śpiące twardo i ciężko, jak ziemia.
Z ciebie wyrastający, czarnej i samotnej,
Ogromniejemy w wszechświat, samotny i czarny,
I niema kresu tobie w pustce planetarnej:
Wszędzie jest tylko ziemia w odbiciu stokrotnem.
Aż kiedyś się wyrwiemy poza światy wrogie
I zrzucimy ich ciężar wraz z istnieniem razem:
Wtedy wyrośniesz nad nas ciężkim czarnym głazem,
Zamurujesz nas sobą i przysypiesz grobem.
Wianie wiatru, głos zwierząt, dźwięk — tej oto — mowy
Napełnia rozszerzone żywem życiem płuca.
Wydech cichym strumieniem niebiosa wyrzuca,
Łącząc ciało z istnieniem, jak widnokrąg nowy.