Strona:Stefan Napierski - Poeta i świat.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VALÉRY NA RENIE.

Anglik siwy w czarnych okularach
niespokojnie drepce po pokładzie
i powoli obiera pomarańczę,
poruszając wargami jak dziecko;

czyżby to Paul Valéry, najczystszy poeta,
którego fotografję z dedykacją
widziałem w Heidelbergu pod oknem,
w które wlewał się pejzaż fantastyczny?

Zasiadł tam, jak ambasador ducha,
z skamieniałą twarzą męczennika —
wicher siwe rozwiewa kudły
tam, na skale, nad oceanem.

A tu ledwo powłóczy nogami,
dłoń koścista wargi zakrywa,
i, coś mamlący szczękami,
obiera gorzką pomarańczę.