Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


JESIEŃ

Choćby do kolan wonne winnice podbiegły
I do warg ściętych wlały skryty fiolet wina,
Nadal słuchać będziemy w zadumie przebiegłej,
Jak w syku liści zwisa złocista godzina.

Tu, w altanie, spoczniemy. Czyżby trzeba więcej?
Niebo gasnące muska pierzchające włosy,
W niebiosy Ceres wznosi owoce i kłosy
I na czoła skłonione zbóż nakłada wieńce.

Sierpień orzechy tłucze. Sierpem tucze żenie,
Ponad łąk pokoszone zielenie, nad strzechy,
Ślizkie grzyby są cierpkie, jak radość jesieni,
I czyżby zbrakło pociechy?

Nigdy czół nie schylimy pod ciosem wichury,
Gdy głosi Cię milczenie i słów wzniosłych głoska,
Zamknięta w nawałnice, grady i lazury,
O, Matko pól dostałych, Matko Boska.