Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niechby przeglądającym księgi pełne cnoty
W oczach stanęły łzy. A nozdrza połechtały puszyste koty.

Za sztubackie, wstydliwe i liryczne psoty
Zechciejcie mnie wyrzucić, proszę, w wieczór wiotki,
Niech biały płomień odtąd w schludnym biurze waszym
Nie spala ksiąg i w szał nie puszcza maszyn,
Gdy siądę w długie godziny łowić nad stawem przezroczyste płotki!

O, w taki wieczór dziecinny i blady
Słuchać nieprawdziwych bajek z Szeherezady.

I w zamyśleniu trochę gorzkiem
Dumać: czemuż nie jestem przy drodze zwyczajnym bezwonnym groszkiem?