Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pół-gesty zatajone, uśmiechy niejasne,
Te oczy zabłąkane: płynne, płynne szkło,
O, wedrzeć się do luster. Wydrzeć oczy własne:
Niech drżą!

Znów lampy nad głowami. I nic. Czarny orkan.
Wzdyma się i przygasa w białkach tłumu chuć —
Samotny błądzę,
Przepływa łódź.

Rolety zapuszczone. Wschodzi srebrna tarcza
I zawisa nad domem, gdzie już śpi cyrulik:
Wtedy stąpam od nowa w noc, co mnie obarcza,
W martwocie księżycowej groźny somnambulik.