Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


OBRACHUNEK W TĘ NOC

Tam, wdole,
po deszczu krzewy mroczno-zielone, ach! pachną,
szemrze zmierzch.
Widzisz, łyska się na horyzoncie razporaz
nad punktami, zagubionemi w obszarze widnej ciemności.
Ta panorama przed oczyma, pijącemi chciwie, czyż bywa jeszcze piękniejsza,
a przecie przypomina celę, z której zerwano dach i tem sroższy jest ból, że, samotnych, wzywają nas gwiazdy.
Już ponad siły jest w poszum rozwarte okno
i czasu aż nadto do rozmyślań, Boże miłosierny!

W tę noc buro-przejrzystą, chwiejącą widnokręgami,
jak magik oszlifowanemi płasko, lśniąco-czarnemi płytami
(zataczasz się, o, hańbo, w trójkącie przestrzeni bez wyjścia);
w tę noc lustrzaną, chwiejącą horyzontami,