Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KWIAT W WAZONIE

Blask huczy w dzwonie pustki. Ileż niebios!
Każdy się płatek rozwija, jak ucho
w melodję zasłuchane. Tutaj, w ramach,
z zaciętym patrzysz uśmieszkiem, włochaty.
Wzrok zasępiony wbijasz w tarczę płaską,
jakbyś przygrywał na wąskiej piszczałce,
— o, sobowtórze! — która w kwiat się zmienia,
wystrzela w gałąź wiotką i kolczastą,
a po niej rosa spływa, jak łzy lasu;
wokoło wielkie, oślepłe motyle
krążą. I sterczy w twojej szklanej dłoni,
i z ram wystaje, i chmury odpędza!

O, patrz! Tu stoi blisko. Chwyć ją w palce,
zanim się w struny przemienią dźwięczące,
i zanim oczy, gdzie szaleją gwiazdy,
wykłują, jak sztylety barbarzyńców!

W wazonie gnie się i płatki rozchyla
to, co cię zbawi: rudawa łodyga
z gniazdeczkiem puchu, ze światłem wieczoru,
z poszumem dzwonnym, z miodem rozpłynionym,
i z drobną na dnie kropelką goryczy.